czwartek, 31 maja 2012

110. Przeżywanie Krakowa

Dawno mnie tu nie było. To oczywiście nie oznacza, że blog chyli się ku upadkowi. Po prostu mam teraz nieco mniej czasu na pisanie. Z tej okazji w najbliższej przyszłości będę polecał swoje teksty pisane na różne portale. Dziś szczególnej uwadze polecam opis wycieczki po Krakowie, jaką odbyłem dwa tygodnie temu. Jest tam coś o Aniołach, Mszy i paru innych rzeczach, które w Krakowie warto zobaczyć, opisanych w bardzo subiektywny sposób:
Idąc na dworzec, czułem, że jedyne, czego na pewno nie zapomniałem, to dziwne i niedające się odeprzeć wrażenie, że jednak o czymś zapomniałem. Wielu osobom zdarza się to czuć przed dłuższymi wyjazdami. Jak się potem okazało, moje wrażenie było całkowicie złudne, gdyż w czasie weekendu w Krakowie niczego mi nie brakowało. Za co przede wszystkim należą się podziękowania Monice, mojej przewodniczce i towarzyszce, bez której Kraków straciłby większą część swego uroku (przepraszam, krakowiacy i krakofile, ale taka jest prawda…). Całą opowieść jednak należy zacząć od początku, to jest od wyjazdu.

piątek, 17 lutego 2012

109. Moja pierwsza książka!


Wszystkich Czytelników chciałbym zachęcić do wstąpienia do Klubu Libenter.pl. Dziś właśnie została wydana tam moja książka, zatytułowana Chesterton – apologeta.

Piszę w niej o chrześcijaństwie, apologetyce i apologetach - a najwięcej o Gilbercie K. Chestertonie, znakomitym angielskim pisarzu, o którym warto wiedzieć i którego warto czytać.

Polecam lekturę!

piątek, 3 lutego 2012

108. Polecam artykuł


Właśnie ukazał się nowy numer „Gońca Wolności”, a w nim mój tekst zatytułowany Kult mowy ojczystej. Oto jego fragment:

Z tego, że język ojczysty, w naszym przypadku polski, jest ważny, zdajemy sobie sprawę chyba wszyscy. Nikt nie jest na tyle niemądry, by postulować usunięcie języka polskiego z programów nauczania. Pojawiają się jednak pytania: Czy nauka języka ojczystego powinna mieć takie samo miejsce w programie, jak mają np. geografia czy biologia? Czy nauczanie ogólnokształcące powinno opierać się na równouprawnieniu wszystkich przedmiotów? Odpowiedź, przynajmniej dla mnie, brzmi oczywiście: nie! Podobnie myślał o. Jacek Woroniecki OP, żyjący sto lat temu zakonnik, teolog moralista i tomista, Sługa Boży Kościoła katolickiego. Pomijając kwestię wyższości szkół prywatnych, w których o programie nauczania powinni decydować właściciele szkół, nad szkołami publicznymi (państwowymi), chcę jedynie wykazać wyższość języka polskiego nad innymi przedmiotami, wykorzystując do tego celu myśli wybitnego Polaka.

Po resztę odsyłam na stronę miesięcznika.

sobota, 28 stycznia 2012

107. Budowniczy cywilizacji

Dziś chciałbym zachęcić Czytelników do obejrzenia świetnych wykładów Thomasa Woodsa, zatytułowanych „Kościół katolicki – budowniczy cywilizacji”. Na dziś sytuacja wygląda tak, że pierwsze dwie części posiadają polskie napisy (napisy pierwszego odcinka są po mojej korekcie).

Wykłady są na bazie książki Woodsa „Jak Kościół katolicki zbudował cywilizację zachodnią”. Jeżeli komuś nie chce się czytać, to zamiast niej może posłuchać tych wykładów, by przekonać się, że niemal wszystko, co cenimy w naszej cywilizacji, wszystko, co pozwoliło nam zdominować cały świat, ma swój początek w Kościele katolickim.

Zapraszam do oglądania!


niedziela, 15 stycznia 2012

106. O ocenianiu raz jeszcze


Chciałbym zrobić mały dopisek do tekstu o ocenianiu. Czasem bywa tak, że bardzo nie podoba nam się czyjeś zachowanie. Powiedzmy, że ktoś dopuścił się czegoś, co w naszym mniemaniu jest karygodne. Byłem w takiej sytuacji parę razy. Zaczynałem w myślach się nakręcać, jaki to ten ktoś jest zły, jak on może tak robić, powinien się poprawić itd. Wzrastała osobista moja niechęć do tej osoby, koło oskarżania i analizowania jej zachowania kręciło się w najlepsze, gdy nagle – nie wiadomo skąd, najpewniej z najodleglejszych zakątków sumienia – przywołana mi na myśl została sytuacja z niedawnej przeszłości, w której ja zrobiłem dokładnie to samo, co ten człowiek, którego teraz atakuję w myślach.


To było nieprzyjemne uczucie. Napisałem przed chwilą o kole oskarżania, które toczyło się w mojej głowie, więc trzymając się tego porównania, można powiedzieć, że sumienie postanowiło wetknąć w szprychy tego koła patyk. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Tak się wtedy poczułem. Po prostu jakby ktoś zdzielił batem. Pokornieje się natychmiast. Kazanie, które komuś miałem ochotę prawić, powinno być najpierw wygłoszone mnie samemu. Nawet nie próbowałem usprawiedliwiać siebie (bo przecież „moja sytuacja była inna”, „okoliczności mnie zmusiły”, „ja miałem prawo tak postąpić”).


Jest to i tak o tyle komfortowa sytuacja, że wszystko działo się w mojej głowie. Gdybym publicznie kogoś w ten sposób zaatakował, a inna osoba przypomniałaby mi o tym, że sam kiedyś coś takiego zrobiłem, wtedy wstyd byłby nie do opisania i nie mam zielonego pojęcia, jak wtedy bym się zachował.


Takie doświadczenie z pewnością sprawi, że na drugi raz będziemy mniej skorzy do wypisywania aktu oskarżenia wobec drugiej osoby.